niedziela, 28 lipca 2019

WYNIKI KONKURSU NA WYJAZD DO PORTUGALII

Na potrzeby wyjazdu należało stworzyć prezentacie (w dowolny sposób) na temat Gry Naszych Rodziców oraz Geografia Polski. Niestety, dwa miejsca były już zajęte, zatem walka była o 4 pozostałe: po dwa na każdy temat.
Z poprzednich konkursów na wyjazd zapewniony mieli awans:
Marek Drużycki (7s)
Maja Piechocka (7s)

Ale co z resztą? Na temat 'Geografia Polski' wpłynęło sześć prac. Oto dwie zwycięskie:

Paweł Zduńczyk (6a)
Paweł wykonał bardzo porządną, przekrojową pracę, wykonaną w prezi. Dużo do opowiadania, ładne zdjęcia, możemy poznać Polskę od góry do dołu bez przynudzania. Bezsprzeczny zwycięzca.

Jan Bocian (6b)
Bardzo ciekawa prezentacja pokazująca Polskę dość dokładnie, przy czym Janek zestawił nasz kraj z gospodarzami, a także pochwalił się dziadkiem, który dojechał na rowerze z Warszawy do Lizbony w 79 dni! Janek w ogóle postanowił przedstawić nasz kraj jako bardzo różnorodne miejsce, a każdy ze slajdów opatrzony jest ciekawostką lub krótkim quizem.

Pozostałe prace
Antonia Chwedeńczuk (7b)
Praca, jak zawsze, bardzo ciekawa i dobrze przygotowana. Plan lekcji, wybranych kilka ciekawych miejsc, zabawa na koniec - wszystko to było świetnie przygotowane - ale rzutem na taśmę, o punkt, Tosia przegrała walkę o wyjazd. Załapałaby się na nagrodę pocieszenia - wyjazd na Słowację, ale... Dostała się tam dzięki konkursowi :)

Piotr Gramburg (7s)
Piotrek miał niezły pomysł na pracę. Wyszedł od tego, czy ktokolwiek zna jakieś fakty na temat Polski, przedstawił główne informacje i pokazał jego zdaniem najciekawsze miejsca. Praca interesująca, choć brakowało nieco staranności i wykończenia, na co jury zwracało uwagę. Niemniej jednak Piotr zakwalifikował się na wyjazd pocieszenia na Słowację

Pola Czapiewska-Baugh (6s)
Pola wpadła na doskonały pomysł - nakręciła filmik. I rzecz byłaby świetna, gdyby nie to, że skupiła się tylko na jednym kawałku kraju, a nie mówi nic o pozostałych częściach. Wyglądało to trochę tak, jakby wyjechała na majówkę w okolice Sandomierza, szybko nakręciła parę ujęć i gotowe. A to miała być praca przekrojowa... No, ale angielski za to bez zarzutu :)

Zofia Jaworska (7p)
Praca ciekawa, ale niezbyt kreatywna - po prostu parę opisów, kilka zdjęć (bardzo ładnych): praca schludna i ładnie się nią ogląda, ale w porównaniu ze zwycięzcami, trochę jej brakuje.

'Gry Naszych Rodziców' okazały się dość trudnym zadaniem. Wpłynęły tylko cztery prace, ale za to zwycięzcy wyłonili się od razu i bez przeszkód prowadzili w głosowaniu. Najlepsze prace:

Marcin Gralewski (7s)
Marcin rozbił bank - wyraźnie wziął sobie do serca uwagi o dokładnym przygotowaniu z jednego z poprzednich konkursów i zrobił doskonałą prezentację: kapslowy Wyścig Pokoju! Nie tylko opowiedział o tym, co to takiego było, ale porządnie wytłumaczył zasady gry i pokazał filmik poglądowy. Rozgrywki w kapslowe wyścigi będą gwoździem programu w Portugalii!

Mikołaj Głąb (6a)
No cóż, Mikołaj wyraźnie zawziął się na każdy wyjazd i wygląda na to, że trafia bez pudła. Kolejna praca, kolejny finał. Jego prezentacje są tak dobrze przemyślane i wykonane, że kwalifikuje się za każdym razem... Tym razem Mikołaj przedstawia grę w piłkę na kartce. Omawia grę i zasady, przygotowuje plan na rozgrywki pucharowe na wyjazd, a nawet znalazł wersje komputerowe tej gry! Świetna prezentacja!

Pozostałe dwie osoby nie zakwalifikowały się do Portugalii, ale pojadą nieco wcześniej na Słowację.
Wiktor Żmuda (7s)
Praca jest przede wszystkim nieco nieczytelna - chyba z powodu wyboru dość dziwnego layoutu - czasem nie wiadomo, czy zdjęcia się załadowały, czy ich tam nie ma, ciemne napisy na ciemnym tle itd. Wizualnie nie wygląda to dobrze, choć sama zabawa: klasy, przedstawiona jest porządnie, może nawet trochę zbyt poważnie. Ale za to widać, że Wiktor, jak zwykle, bardzo przyłożył się do prezentacji.

Zofia Jaworska (7p)
Zosia złożyła dwie prace - choć może warto było skupić się na jednej, ale naprawdę porządnie? Prezentacja Zosi to 6 slajdów, z czego większość to tylko zdjęcia - w porównaniu do pracy Marcina na ten sam temat, niestety nie ma  o czym mówić.  


 W przyszłym roku jedziemy z tego projektu do Rumunii - szykujcie się na następny konkurs! Ogłosimy go po powrocie z Portugalii.






poniedziałek, 22 kwietnia 2019

WIZYTA W MAGOULA 31.03-06.04.2019

NIEDZIELA 31.03

Straszna godzina - 5 rano w niedzielę, tuż po zmianie czasu. Wszyscy lekko śnięci, ale niesamowicie podnieceni - jedziemy na tydzień do Grecji! Na lotnisku Okęcie spotkali się laureaci dwóch konkursów projektowych: Zosia Zawadzka z 8s, Tosia Chwedeńczuk z 7b, Zuzia Masiarz z 6c, Pola Grąbczewska z 7s, Mikołaj Głąb z 6a oraz Hela Pawłowska z 6s. Towarzyszyli im p. Michał Szymański, koordynator projektu i p. Kasia Kowalska-Żołądź. Czekała nas długa droga do naszego partnera: najpierw z Okęcia do Frankfurtu, tam szybka przesiadka i lądujemy w Salonikach.  

 Mamy tu parę godzin, ale zanim przejechaliśmy autobusem miejskim na dworzec autobusowy, zostawiliśmy bagaże i kupiliśmy bilety na pks - minęło półtorej godziny. Przyjechał po nas znajomy p. Michała i... zabrał nas na typowy grecki posiłek.
 Dzieciaki wzięły całą paletę greckich przysmaków, włącznie z ośmiornicą, serami i sałatkami. Ledwo wytoczyliśmy się z tawerny...
 Nasz grecki gospodarz oprowadził nas po Salonikach - zaliczyliśmy przyjemny, dwugodzinny spacer.















Po zwiedzeniu Salonik wsiedliśmy w pks i ruszyliśmy w drogę do miasta Karditsa.
Tam, po 22:00 odebrały nas rodziny goszczące - uczniowie pojechali do swoich domów w Magoula i okolicy, a nauczyciele zatrzymali się w hotelu w Karditsy. Wreszcie mogliśmy odpocząć po 17 godzinach podróży.

*******************************************************************************
 Relacja Poli Grąbczewskiej:
Spodziewałam się że ludzie będą mniej mili niż byli. Szkoła sprawia przyjemne wrażenie: lepsza pani od muzyki, ładne roślinki na korytarzu oraz wszyscy się znają - i to jest super.
Moja rodzina miała fajne gęsi i ogród, dało się porozumieć, ojca widziałam tylko raz, dawali mi dużo jedzenia i na ogół byli mili. Ogólnie podobała się szkoła jedzenie, mili ludzie, wycieczki, pogoda, wieczorne wyjścia na miasto. Nie podobało się to że wyjazd był za krótki i ten pies na plaży...

Tak, warto było się postarać!
*******************************************************************************

PONIEDZIAŁEK 01.04

Pełni wrażeń spotkaliśmy się rano przed budynkiem szkoły - okazało się, że rodziny goszczące są cudowne i nie było się czego obawiać. 

 Szkolny dzień w Grecji zaczyna się przed szkołą około 8:30 wspólną modlitwą i paroma słowami od dyrektora szkoły. Na zdjęciu widzimy całą szkołę - około 50 osób.
 Grecka uczennica czyta słowa powitania.
 Wychodząc ze szkoły masz przed oczami taki właśnie widok...
 Zamiast chlebem i solą powitano nas słodkim lokum.
 Kącik erasmusowy w holu szkoły
 Sala konferencyjna została oddana na potrzeby gości. To tu odbywały się wszystkie prezentacje.
 Pokój nauczycielski
 Na powitanie - występ chóru.

 Prezentacja na temat rumuńskich legend - wyglądało to tak, jakby prezentację zrobiły nauczycielki, a uczniowie widzą ją po raz pierwszy w życiu.
 Rumuńska prezentacja zakończyła się quizem, wygranym przez nasz Dream Team ;)

 Korytarz szkolny - cały budynek to jeden długi korytarz z salami z boku.
 Drzwi od sal są metalowe.
 Nie ma szatni, wszystko odbywa się w salach. Sprzątaczek też nie ma, ale jest czysto.
 Portugalska prezentacja o legendach - dziewczyny nakręciły film o wybranej legendzie. Dobra robota.
 Ruszamy na spacer po wsi Magoula.

 Główny plac wsi, pomniki i megafony.
 Cerkiew służąca mieszkańcom nie tylko jako miejsce kultu, ale i spotkań.
 Wokół pełnia wiosny - u nas tak będzie dopiero w połowie maja.


 Zabytkowy most.
 Na pierwszy rzut z naszej grupy poszła Hela - jej filmik i osobowość zrobiły duże wrażenie i nasza uczennica wypadła dziś zdecydowanie najlepiej.
 Tym bardziej,  że Hela wymyśliła jeszcze zadanie z syrenkami.
 Zainteresowała nim nie tylko uczniów...
 ... ale i nauczycieli.
 Portugalski dyrektor pan Gomes podszedł do tematu kreatywnie i...nieco narcystycznie.
 Pan Gomes prezentuje drugą prezentację o legendach.



 Oto i cała wieś Magoula.
Dzień w szkole kończy się około 14 - możemy poznawać prywatne życie na greckiej prowincji.

********************************************************************************
Relacja Heli Pawłowskiej:
W sumie przed wyjazdem mało o tym myślałam, ale szkoła była większa niż ją sobie wyobrażałam. Nawet jeżeli była większa, to ludzie byli super i bardzo przyjaźni. Nie pamiętam, bym bała się mieszkać z tamtejszą rodziną. Głównie chciałam więcej mówić od Rumunki, która u nas była. Chyba mi się udało. Żałuję tylko, że rodzice nie mówili po angielsku, ale i tak było ekstra. Nie mogę powiedzieć, że żal mi było wyjeżdżać - teraz mam dobry powód,  żeby tam wrócić.
********************************************************************************

WTOREK 02.04

Kolejny dzień to znowu sporo atrakcji. Nasi uczniowie starają się jak najwięcej rozmawiać, już są zaprzyjaźnieni z Grekami na całe życie (BFF - wiecie) - no ale poza socjalizowaniem się i korzystaniem z umiejętności językowych, gospodarze zaplanowali sporo zajęć.

Na początek zwiedziliśmy szkołę - nie jest duża, więc poszło dość szybko. Tu jesteśmy w sali przedmiotów ścisłych, głównie chemii.
Pracownia komputerowa.
Biblioteka szkolna mieści się w kilku szafach w jednej z sal lekcyjnych. Skromnie...
Na koniec zaprowadzono nas do... Muzeum Nauk Ścisłych! Mają takie w szkole, jedno z dwóch tego typu w całej Grecji! A pośród naprawdę interesujących, starych (i wciąż działających) eksponatów znajdują się...
...polskie przyrządy z Bytomia! Rodzice i dziadkowie na pewno korzystali z takich w szkole :)
Udało się nam przeprowadzić kilka eksperymentów...







Z muzeum przeszliśmy do budynku obok - sali gimnastycznej. Pogoda w Grecji jest nieco łaskawsza, niż u nas, więc większość lekcji WF odbywa się na zewnątrz. Sala jest nieduża i dość ubogo wyposażona.

Powrót do szkoły oznaczał kontynuację prezentacji. I znowu turecka grupa wypadła naprawdę ciekawie i porządnie!




Greckie prezentacje były również dobrze przygotowane - głównie w tematach artystycznych i sportowych.

Udało się nawet wciągnąć naszych do tańca!
Część pokazu - jedna z dziewcząt z Grecji opowiadała o swoim hobby: pieczeniu ciast. Przyniosła jedno, typowo greckie.
Prezentacja Zosi o naszej Złotej Kaczce.
Portugalki wypadły bardzo blado - wszystkie miały dokładnie to samo: shopping, music, watching films, meeting friends...
Rumuni przygotowali trochę inną prezentację - nie mówili o swoich zainteresowaniach, ale o hobby w ogóle. Nieco bez sensu, ale dążyli do finału...
... który był z tej prezentacji najlepszy: wykonać z papierowych wstążek mapę swojego kraju.
Nasz Dream Team zabrał się z zapałem do pracy.
Po zajęciach poszliśmy do miejscowej izby pamięci - niewielkiego muzeum, poświęconego wsi Magoula.

Szliśmy z muzeum do sali spotkań poprzez główny plac, gdy... WTEM! Z głośników brzmiała już od jakiegoś czasu muzyka (we wsi jest radiowęzeł i często tam coś gra albo daje się ogłoszenia) i kiedy weszliśmy na ryneczek zabrzmiał Grek Zorba.
Dyrektor i greccy chłopcy, niewiele myśląc, zaczęli tańczyć, wciągając w to gości.
Widząc niezłą imprezę, do tańczących zaczęli dołączać mieszkańcy wsi. Tańce trwały ponad pół godziny!
Dzień zakończył się lunchem w sali spotkań. Posiłek przygotowały lokalne gospodynie i mamy rodzin goszczących. Były to typowo greckie rzeczy, włącznie z ciastami. Bardzo smakowało.

*****************************************************************************
Relacja Mikołaja Głąba:
Nie spodziewałem się niczego konkretnego - bałem się że mój bagaż zostanie uszkodzony i że coś na samym początku się zepsuje, więc cały wyjazd będzie do niczego. 
Szkoła jest bardzo duża jak na taką wioskę. Bardzo mi się podoba, a zwłaszcza szkolne muzeum fizyki. 
Rodzina była bardzo fajna i przyjazna. Gdy odjeżdżałem dali mi dużo prezentów. 
Podobał mi się wygląd wsi, jedzenie, w większość dni pogoda, i wiele innych rzeczy, jednak nie podobały mi się duże porcje jedzenia, brak przestrzegania przepisów drogowych przez kierowców (nie zawsze) i duża ilość śmieci i graffiti na ulicach w miastach. 
Myślę, że było warto wziąć udział w projekcie. Trochę się nauczyłem o kulturze greckiej, a także języka greckiego.*****************************************************************************

ŚRODA 03.04

Środa to dzień wyjazdowy. Z rana wsadzono nas do autokaru i wywieziono 300 kilometrów do miejscowości Vergina.
Na zdjęciu stoimy przed wejściem do grobowców Filipa II i Aleksandra IV - ojca i syna Aleksandra Wielkiego. Wewnątrz nie można robić zdjęć, napiszę tylko tyle, że nie dość, że trafiliśmy na fajnego przewodnika z dobrym angielskim, to jeszcze katakumby okazały się na tyle fascynujące, że naszą grupkę trzeba było siłą wyciągać, bo się ukryli! Chcieli chłonąć i kontemplować atmosferę miejsca...

Cała brygada w Verginie.

Koty są wszędzie, a Zuzia lubi koty - idealne miejsce.

Zatrzymaliśmy się na posiłek w miejscowości Veroia. Nasza brygada przesiąknęła na tyle greckim klimatem, że jedli również po grecku. Zamawiali kilka różnych dań i dzielili się nimi, aby jak najwięcej spróbować.
Stare miasto w Veroi jest malutkie, ale urokliwe.

Na koniec wyprawy wylądowaliśmy w Platamonas - nadmorskim kurorcie.
Oczywiście, zeszliśmy na plażę. Pogoda była średnia, ale nie przeszkadzało to zamoczyć stóp w Morzu Egejskim :)




******************************************************************************
Relacja Tosi Chwedeńczuk:
Przed wyjazdem niczego się nie bałam. Bardziej zastanawiałam się nad tym, czy dam radę się porozumiewać po angielsku. Szkoła w Grecji była świetna.
Genialnie jest zobaczyć to, jak wygląda gimnazjum w całkowicie innym kraju.
Nauczyciele byli bardzo mili, a uczniowie wyraźnie starali się o swoją szkołę; to było bardzo ciekawe, że dzieci same dbały o szkołę (nie było tam żadnych woźnych!). 
Rodzina była bardzo bardzo mila i dawała z siebie wszystko. Miałam wielkie szczęście, że trafiłam do rodziny, która chciała nam pokazać okolice. Po zajęciach zawsze gdzieś jechaliśmy. Dzięki temu widziałam też Karditse i zrozumiałam co oznacza życie miejscowych ludzi.
Jedyna rzeczą, która mi przeszkadzała to nastawienie dzieci z innych państw do tego wyjazdu. Część z nich zachowywała się tak jakby ktoś im kazał tu przyjechać.
Najbardziej podobało mi się możliwość poznania nowych ludzi, nastawienie Greków do nas i spotkanie z nową kulturą.
Gdyby ktoś się mnie spytał, czy warto było wyjechać, to odpowiedź byłaby oczywista! Nie było rzeczy, która byłaby na 100% zła, były tylko 200000000% dobre!!!!!!!!!!!!!!!!!!
******************************************************************************
CZWARTEK 04.04
Kolejny dzień - na poły wyjazdowy, na poły stacjonarny. Zostało nam jeszcze parę prezentacji.

Na pierwszy ogień poszedł Mikołaj ze swoim klarnetem. Prezentacja była przygotowana perfekcyjnie, Mikołaj, nawet pomimo złośliwości przedmiotów martwych, wybrnął z każdej podbramkowej sytuacji i powalił wszystkich na kolana.
Zwłaszcza 'Star Wars' na klarnecie wywołało burzę braw, ale aplauz był kilkakrotny. Świetny występ!
Pierwszy przystanek na dziś to Fanari, niewielka wioska w górach.
Kościół po lewej to miejsce zgładzenia św. Serafina i jego grób.
We wsi jest również małe muzeum lokalne, nieco ciekawsze niż w Magouli.
Muzaki - spotkanie z burmistrzem regionu. Kilka standardowych słów powitania, drobne upominki - szybka, kurtuazyjna wizyta.

Po spotkaniu pojechaliśmy w najbardziej ekscytujące miejsce poznane w czasie wyjazdu. Meteory!

Już sam widok szczególnych gór odciągnął błyskawicznie od telefonów absolutnie wszystkich! Wypatrywaliśmy klasztorów zawieszonych na szczytach i z zapartym tchem przyglądaliśmy się widokom za oknami atokaru.

A było na co popatrzeć!

Obejrzeliśmy również jeden z takich klasztorów od środka.


Kobiety muszą do klasztoru zakładać takie oto gustowne kiecki. Nie wszystkim się to podobało, ale dziewczyny wyglądają gustownie, czyż nie?


Na koniec obejrzeliśmy jeszcze muzeum klasztorne w którym mają niemal tysiącletnie księgi, czy półwieczne złote szaty... Niesamowita historia!
Na koniec dotarliśmy na lunch do miasta Trikala. Obejrzeliśmy tam dawny meczet z czasów panowania tureckiego oraz urocze miasteczko.

***************************************************************************
Relacja Zosi Zawadzkiej:
Nie wiem czego spodziewałam się po tym wyjeździe. Chyba nawet, dopóki nie wylądowaliśmy w Salonikach, nie dotarło do mnie że jadę. W szkole i w rodzinie wszyscy byli bardzo przyjacielscy. W rodzinach nawet trochę nas przekarmiali. Nie było żadnych niemiłych lub niezręcznych sytuacji. Bardzo podobała mi się wycieczka do Verginy, najgorszą częścią wyjazdu był powrót do Warszawy. Gdybym mogła, z chęcią pojechałabym jeszcze raz.
***************************************************************************

PIĄTEK 05.04

To już ostatni dzień zajęć. Musieliśmy się nieco sprężać, bo Portugalia i Turcja wyjeżdżała wczesnym popołudniem - wracali z przesiadką, samoloty mieli w sobotę rano. Jeśli my myśleliśmy, że nasza droga była długa, to błąd - dotarliśmy tu w najprostszy sposób...
 Jako pierwsi wystąpili turcy ze swoimi legendami - znowu prezentacja była bardzo dobrze zrobiona!
 Potem wystąpiła Pola - mocno zdenerwowana, ale dała sobie ładnie radę. 
 Na koniec Grecy przedstawili część swoich mitów.
 Cała erasmusowa brygada przed budynkiem szkoły w Magoula.
 Spotkanie zakończyło się wspólnym sadzeniem drzewek oliwnych na podwórzu szkoły.



 Oto nasze drzewko - nazywa się Aleksander, na cześć Wielkiego.
 Ostatnie słowa pożegnania od pana dyrektora Christosa Morfosa i koordynatorki greckiej pani Prigkity Papamargariti.
Jeszcze tylko konferencja nauczycieli, aby omówić kolejne działania w projekcie, wyznaczyć daty spotkań itp. Spotkanie zakończone sukcesem!

******************************************************************************
Relacja Zuzi Masiarz:
Czekamy...
******************************************************************************
SOBOTA 06.04

Grecja żegna nas deszczem. O 10 spotykamy się w mieście Karditsa na dworcu autobusowym, dziękujemy rodzinom goszczącym za serdeczność - nie obyło się bez łez. Uczniowie kombinują, jak by tu zostać? Ale niestety przyjechał pks i trzeba było pojechać w podróż powrotną... 
 Saloniki osiągamy po 3 godzinach. Mieliśmy jechać do centrum na obiad, ale okazało się, że czas nam się nieco skurczył. Czekamy zatem na autobus miejski w kierunku lotniska.
 Autobus X01 jedzie z dworca na lotnisko - około 70 minut.
 Wreszcie lotnisko Makedonia. Zdaliśmy bagaż...
 ... zjedliśmy lunch i ruszyliśmy do Frankfurtu, skąd dopiero dotarliśmy o 22:30 do Warszawy.

Był to świetny wyjazd, który chyba wszystkim sprawił ogromną satysfakcję. Oto podsumowanie:

+ Wspaniałe i serdeczne rodziny goszczące.
+ Niezwykła  gościnność gospodarzy, multum prezentów i gestów, świadczących o sympatii i szczerości. Czuliśmy się tam doskonale.
+ Przygotowanie większości prezentacji, zwłaszcza tureckich.
+ Nasi uczniowie zdali egzamin rewelacyjnie! Każda osoba okazała się strzałem w 10 i skorzystali z wyjazdu na 100%. Jestem z nich dumny!
+ Wycieczki, pozwalające poznać okolicę i grecką kulturę. Teren, na którym się znaleźliśmy, jest bardzo mało turystyczny, ale za to prawdziwy. Wprawdzie, żeby zobaczyć coś bardziej spektakularnego (Meteory, Vergina) musieliśmy jechać kilka godzin, ale było warto.

- Brak było zajęć integracyjnych i aktywności, które angażowałyby uczniów do czynności w mieszanych grupach międzynarodowych.
- Prezentacje Portugalii o hobby oraz Rumunii były słabo przygotowane i zwyczajnie słabe.
- Niektórzy uczniowie partnerów słabo angażowali się w zadania.

Ale niech minusy nie przesłonią plusów: wyjazd na piątkę!